The King’s Speech. Jak zostać królem

The King's Speech
The King’s Speech

The King’s Speech

reż. Tom Hooper

Wielka Brytania, Australia 2010

Kiedy w ubiegłym roku podczas Oscarowej gali statuetkę za najlepszą rolę męską Colinowi Firth sprzątnął sprzed nosa Jeff Bridges, fani brytyjskiego aktora byli zapewne niepocieszeni. Oto ominęła go najlepsza – jak się wydawało – okazja do zgarnięcia tej prestiżowej nagrody. Tylko najwięksi optymiści łudzili się, że podobna jak „A Single Man” rola nadarzy się już dwanaście miesięcy później. I choć ogłoszenie nominacji do Oscara jeszcze przed nami, pominięcie Firtha byłoby oczywistym faux pas, nieczystym zagraniem na miarę „ręki Boga” Maradony. „The King’s Speech” to o wiele więcej niż typowy dramat kostiumowy z eleganckimi dekoracjami. To kawał porządnego kina, ekscytujący, porywający i dający pełną satysfakcję. Lwia część tego sukcesu leży po stronie aktorów.

Pierwsze sceny rysują nam wyraźny profil uczestników dramatu. Książę Albert (Firth) zamyka British Empire Exhibition w 1925 roku. Postawiony przed mikrofonami ma przemówić do licznie zgromadzonej publiczności. To wystąpienie okazuje się porażka. Jąkający się monarcha nie potrafi poprawnie wypowiedzieć kilku zdań. Radą na tą przypadłość ma być Australijczyk Lionel Logue (Geoffrey Rush). Ten były aktor poprzez serię ćwiczeń, spotkań i rozmów, przypominających psychoanalizę sprawia, że Bertie, jak nazywają księcia najbliżsi, nabiera coraz większej pewności w mówieniu. Z czasem dowiadujemy się o nim coraz więcej. Że jest drugim synem panującego króla Wielkiej Brytanii, Jerzego V. Synem mniej ulubionym, na rzecz bardziej przebojowego Edwarda (Guy Pearce). Zastraszony przez ojca tyrana, a później przez brata, nigdy nie dopominał się o stanie w świetle reflektorów. Aż do 1936 roku, kiedy po śmierci ojca brat rezygnuje z bycia królem na rzecz związku z amerykańską rozwódką. Tron przypada Albertowi, koronowanemu jako Jerzy VI. Wiszące nad horyzontem widmo wojny wymagało będzie od monarchy niezwykłego zaangażowania oraz prezencji, która doda otuchy narodowi. Będzie to ostateczny test dla tego, co przez lata wypracowali sobie Lionel i Albert. Kiedyś mistrz i uczeń, teraz serdeczni przyjaciele.

Reżyser Tom Hooper zdobywał zawodowe szlify w branży telewizyjnej (jest odpowiedzialny za świetnie seriale „Elizabeth I” i „John Adams”). Siła dość prostej, ale sugestywnej i wymownej inscenizacji, to zapewne pochodne tego doświadczenia. Przenosząc oryginalny tekst, który był dramatem scenicznym, nie pozbawił go najsilniejszej cechy – języka. Ogromny dynamizm rozmów głównej pary bohaterów to zasługa nie tylko wybitnego wykonania, ale też genialnej konstrukcji tekstu. I choć nie oglądamy wartkich akcji czy wyścigów, całość bardzo przypomina film sportowy. Niepewny siebie bohater przechodzi przemianę pod okiem mistrza, by w finałowym pojedynku zdobyć upragnione złoto. Czego z całego serca Colinowi, jako aktorowi, życzę.

(Publikacja: Goniec Polski, styczeń 2011)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: