The Expendables. Niezniszczalni

The Expendables
The Expendables

The Expendables

reż. Sylvester Stallone

USA 2010

Powoływanie się na nostalgię za latami 80. w tej rubryce zakrawa na do znudzenia powtarzane „mądrości” przez obrońców krzyża pod Pałacem Prezydenckim. Ale tym razem nie można tego faktu przemilczeć, gdyż „Niezniszczalni” (to tytuł polskiego dystrybutora, choć dosłowne tłumaczenie – przedmiot jednorazowego użytku – ma się jak piernik do wiatraka) są kwintesencją tego trendu. Cóż może być lepszego niż zgromadzenie na ekranie największych gwiazd kina akcji tamtych czasów w jednej, wybuchowej fabule. Naładowany testosteronem i materiałami pirotechnicznymi film był sukcesem zanim jeszcze nakręcono pierwsze ujęcie. I wielu fanów nie będzie zawiedzionych, niezależnie od tego, co w efekcie ujrzą na ekranie.

Zaczęło się od pomysłu Sylvestra, żeby zrobić kolejną fabułę o przygodach Johna Rambo. Idea stopniowo ewoluowała, skupiając się głównie na zapraszaniu kolejnych aktorów – kolegów po fachu, którzy partnerowaliby Stallone. I nagle zrobiło się bardzo gorąco, bo nie byle kto znalazł się w ekipie najemników, kierowanych przez Barneya Rossa. Jason Statham zagrał specjalistę od broni ostrej, Lee Christmasa (ach te nazwiska!), Jet Li wciela się w mistrza wschodnich sztuk walki Yin Yang. To główna trójka. Na ekranie pojawiają się jeszcze Dolph Lundgren jako Gunner Jensen, Terry Crews jako Hale Ceasar i Randy Couture jako Toll Road. Owa grupa styranych życiem (te twarze!), ale twardych i nie dających sobie w kasze dmuchać żołnierzy, potrafi uporać się z każdym za odpowiednią cenę. Kolejnej akcji początkowo decydują się nie podejmować, bo jest z góry skazana na porażkę. Ale po rozeznaniu zrobionym przez Barneya i wejściu w znajomość z czarującą niewiastą zmieniają zdanie. Sprawa robi się osobista. Bo kto może pomóc małemu, fikcyjnemu krajowi, rządzonym twardą ręką przez despotycznego generała Garze i jego poplecznika, kokainowego króla Jamesa Monroe (Eric Roberts), jeśli nie grupa osiłków o gołębich sercach.

Proszę się przygotować na poszerzoną listę płac. W rolach epizodycznych pojawiają się Mickey Rourke, Bruce Willis i sam gubernator Schwarzenegger. Czy można chcieć czegoś więcej? Nie, jeżeli zapomnimy o realizacji. Bo scenariusz, z dialogami włącznie, z grubsza skazany był na B-klasowy, utkany kliszami, pretekst do całkowitej demolki. Właśnie nie historia, ale chaotyczny montaż i zdjęcia robią produkcji największą szkodę. Ktoś z kim walczy, gdzieś strzela, ktoś ginie, a jego szczątki walają się po ekranie. Tylko gdzie podział się punkt odniesienia, aby opanować ten cyrk? Nie wiadomo. I z tym zmieszaniem przychodzi nam przebrnąć przez kolejne sekwencje walk, wysadzania w powietrze, strzelanin i pościgów. A tych jest w filmie mnóstwo. Materiał na sequel jak znalazł.

(Publikacja: Goniec Polski, sierpień 2010)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: