Kosmita Paul

Paul
Paul

Paul

reż. Gregg Mottola

Wielka Brytania, USA 2011

Simon Pegg i Nick Frost bawili się już w parodię horrorów („Shaun of the Dead”) i policyjnych strzelanek („Hot Fuzz”). Ich najnowsze dziecko to ukłon w stronę filmów sciencie-fiction. Historia pewnego kosmity o imieniu Paul, więzionego latami przez amerykański rząd, któremu dość przypadkowo pomagają brytyjscy turyści, aż kipi od cytatów. Spielbergowskie „E.T.” czy „Bliskie spotkania…”, cykl filmów „Alien”, „Faceci w czerni” – żeby wymienić te najbardziej oczywiste. Ale najciekawsze jest to, że twórcy biorą na warsztat cały gatunek, ze wszelkimi możliwymi kliszami, filtrują to przez swój bardzo charakterystyczny dowcip, okładając filmem drogi i pościgami godnymi serii „Mistrz kierownicy ucieka”. W efekcie powstaje bardzo zabawna, bezczelna i mądra komedia.

Rozpoczęcie filmu sekwencją dziejącą się na festiwalu Comic-Con (coroczne święto maniaków popkultury, gdzie miłośnicy komiksów, filmów i gier komputerowych godzinami rozmawiają o swoich pasjach) jest wyraźnym ukłonem w kierunku publiczności, która duet Pegg/Frost uwielbia. Stamtąd nasi bohaterowie, Graeme i Clive, Brytyjczycy na amerykańskiej ziemi, ruszają na podbój miejsc, w których pojawiało się UFO. W środku nocy, na jednej z bezkresnych autostrad, są świadkami wypadku samochodowego. Ku ich zaskoczeniu, cało ze zdarzenia wychodzi Paul. Obdarzona tym pospolitym imieniem postać nie jest człowiekiem – na pewno z wyglądu. Szara skóra, wielkie migdałowate oczy, mało ludzka budowa ciała. Przed naszymi oczyma stoi Obcy. Który w dodatku potrzebuje pomocy. Przetrzymywany od dziesięcioleci przez rząd Stanów Zjednoczonych, chce w końcu opuścić Ziemię i wrócić do domu. Chce dotrzeć do miejsca lądowania statku-matki. Podróżujący typowym domem na kółkach bohaterowie mają dość napięty rozkład zwiedzania USA, ale decydują się pomóc. Między trójką postaci szybko zawiązuje się nić porozumienia. Paul, choć wygląda inaczej, wcale nie jest inny od Ziemian. Lubi zapalić trawkę, ma rubaszne poczucie humoru, lubi dobrą, imprezową muzykę. Ale podróż wcale nie zapowiada się na sielankę. Uciekinierowi depczą po piętach tajni agenci. Do tego przyjezdni zadzierają z lokalnymi wieśniakami (jesteśmy przecież na amerykańskiej prowincji), kierowcami ciężarówek i z obłąkanymi Kreacjonistami. Kaznodzieja tych ostatnich ma osobisty zresztą powód. Jego córka dołączyła do wesołej ekipy podróżników, zakochując się ze wzajemności w Graemie.

Strzałem w dziesiątkę było obsadzenie w filmie Setha Rogena, który obdarza Paula głosem. Kosmita urasta tutaj do niemalże kultowej postaci i nieprzypadkowo to on sygnuje film. To obcy na miarę naszych czasów, wyluzowany, dowcipny, ale też niezwykle praktyczny i inteligentny. To kumpel, którego bardzo chcielibyśmy mieć. Nic z tego. Parafrazując Clive’a, musicie sobie znaleźć własnego kosmitę.

(Publikacja: Goniec Polski, luty 2011)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: