The Brothers Bloom. Niesamowici bracia Bloom

The Brothers Bloom
The Brothers Bloom

The Brothers Bloom

reż. Rian Johnson

USA 2008

Pokusa „ostatniego skoku” jest trudna do odparcia. Idzie za tym przecież powrót do tego, w czym było się naprawdę dobrym, spotkanie ze starymi znajomymi, a przede wszystkim pieniądze. Za kończącym karierę przekrętem stoi zawsze gruba kasa. Ale może łatwiej byłoby oprzeć się temu wabikowi, gdyby sobie przypomnieć, że większość tego typu akcji nie kończy się dobrze. A w tym przypadku już nie zaczyna się najlepiej. Starszy brat Stephen (Mark Ruffalo) namawia młodszego Blooma (Adrien Brody) do skasowania kilku milionów dzięki temu, co przez lata wychodziło im najlepiej, czyli robieniu innych w przysłowiowe bambuko. Tym razem jednak cel okazuje się bardzo nietypowy. Spadkobierczyni fortuny Penelope (Rachel Weisz) jest tyleż bogata, co ekscentrycznie dziwna. Piękna, ale samotna. W dodatku powodująca chaos na każdym kroku. Jednocześnie bardzo utalentowana, ucząca się niemal w mgnieniu oka. Ta idealna ofiara szybko w obliczu nowej sytuacji adaptuje reguły gry przeciwnika. I z pozoru łatwe zadanie zamienia się w trudną do przewidzenia łamigłówkę.

Każdy dobry film opowiadający o przekrętach musi zaskakiwać. Robił to „Dom gry”, „Żądło” czy „Oceans Eleven”. Udaje się to też „Braciom Bloom”, może aż za bardzo. Przewrotek w przebiegu akcji nie brakuje i nie wiadomo kiedy się skończą. Ale nastrój całości nie jest poważny. Film jest pastiszem typowych filmów sensacyjnych o podobnym temacie, bardzo często je cytując i mrugając do widza okiem. Jak na zwariowaną fabułę przystało mamy też szalone postacie. Bracia tworzą bardzo zgrany duet, a ich kariera sięga lat dziecięcych. Stephen tworzy scenariusz doskonałego przekrętu, a Bloom perfekcyjnie wciela się w napisaną dla niego rolę. Partnerka tego pierwszego to Japonka o pseudonimie – imieniu Bang Bang (Rinko Kiuchi). Oprócz tego, że po angielsku potrafi powiedzieć trzy słowa, zajmuje się nitrogliceryną. I wybuchami. Świetny Robbie Coltrane wciela się w belgijskiego kuratora, znawcę dzieł sztuki. Akcja przetacza się przez różne kraje, od Stanów Zjednoczonych i New Jersey, przez Czarnogórę, Serbię, Rumunię, po Czechy. Całość jest bardzo dynamiczna i nieprzewidywalna, niczym wyobraźnia Stephena, który w powstałym chaosie wydaje się idealnie kontrolować sytuację.

Film doceniony na kilku festiwalach filmowych dopiero po dwóch latach doczekał się premiery kinowej w Wielkiej Brytanii. W Polsce trafił prosto na DVD. I to powinno być ostrzeżenie dla tych, którzy nie lubią filmów, które z samego założenia są zabawne i muszą się podobać. W dodatku muszą być „cool” przez samo tylko istnienie. Nie każdy bowiem kupi tą konwencję parodii, niekończące się zwroty akcji i przerysowane postaci. A to już tylko i wyłącznie kwestia gustu.

(Publikacja: Goniec Polski, czerwiec 2010)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: