Cannes 2014: Mommy

Mommy - Anne Dorval i Antoine-Olivier Pilon
Mommy – Anne Dorval i Antoine-Olivier Pilon

Xavier Dolan miał moment, że pogniewał się na Cannes. Jeden z jego poprzednich filmów – „Lawrence Anyways” pokazany został „tylko” w przeglądzie ‚Un Certain Regard’. Dlatego kolejny obraz zabrał do Wenecji. Teraz powinien być udobruchany. ‚Mommy’ nie tylko została pokazana w konkursie głównym, ale przysporzyła twórcy nagrodę.

Dolan zaskakuje od pierwszych ujęć. Po pierwsze, nie pojawia się jako aktor, występuje tylko w roli reżysera. Po drugie, format obrazu 1:1 jest nieprzeciętny. Niektórzy uważają to za ukłon w stronę klasycznego kina. Inni znów mówią o „pokoleniu Instagramu”, do którego mówi i z którego pochodzi reżyser. Ale żadna z tych interpretacji nie wyklucza jeszcze jednej. Życie bohaterów jest mocno klaustrofobiczne, to co ich spotyka, przytłacza i tłamsi. I to wydaję się najbardziej logiczne uzasadnienie. Bo kiedy bohaterom uda się tą rzeczywistość oswoić i uwolnić ukryte w niej piękno, reżyser stworzy scenę, która swoją energią doprowadzi widza do ekstazy. Są takie dwa momenty w tym filmie, na które warto czekać, które sprawiają, że wszystko, ma sens. Wszystko wydaje się tak oczywiste i naturalne, jak układanka, której części w końcu zaczynają do siebie pasować.

Diane to samotna matka, która musi zająć się swoim nastoletnim synem z ADHD, borykająca się z kłopotami z pracą, od lat bez mężczyzny. Steve to rzeczony syn, z którego ust wypadają słowa z przekleństwami jako przecinkami, szukający rozwiązaniu każdego konfliktu w przemocy. To nie łagodny Hubert z „Zabiłem swoją matkę”. Bohater „Mommy” zrobiłby już to dawno, gdyby tylko mieszkali razem. Jest też sąsiadka Kyla, jąkająca się kobieta spędzająca cały czas w domu, próbującą pogodzić z jakimś dramatem. Jej „defekt” czyni ją łatwym celem ataków Steva, ale jej reakcja i siła charakteru robią jeszcze większe wrażenie.

Dolan skorzystał ze swoich ulubionych aktorek – Anne Dorval i Suzanne Clément – a one odpłaciły mu fantastycznymi kreacjami. Podobnie jak grający Steva Antoin-Oliver Pilon – to istny wulkan energii i wystraszony mały piesek w jednym. Styl filmowania, ujęcia slow-motion i użycie muzyki (jakże szalenie ważnej dla bohaterów) – to typowe elementy obecne w kinie reżysera od jego debiutu. W „Mommy” Xavier wspiął się na szczyt. To jego najdoskonalsze, najdojrzalsze dzieło. Samoświadome jako film, będące na czasie z dzisiejszym światem, a jednocześnie zaskakująco uniwersalne. Fabuła gdzieniegdzie ociera się o operę mydlaną, ale to styl i aktorstwo równoważą ten balans. Dolan mówi przecież o tym, jak trudna jest miłość, szczególnie pomiędzy najbliższymi sobie osobami. Mówi o tym, jak ważni są ludzie, których spotykamy na swojej drodze, jak nawzajem na siebie wpływamy. Nawet jeżeli uznamy to za banały, wykonanie wcale takie nie jest. I jeżeli opuszczamy salę kinową ze łzami w oczach, nucąc „Born To Die” Lany Del Ray, to znaczy, że twórca dopiął swego.

Mommy

Reż. Xavier Dolan

5/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: