Cannes 2014: Jimmy’s Hall

20140522-232653-84413977.jpg

Ken Loach to zawodowy społecznik, zainteresowany szczęściem każdego człowieka, nie bojący się mowić krytycznie o systemach uciskających zwykłych obywateli. Takie właśnie elementy składają się na zapowiadany jako jego ostatni film – ‚Jimmy’s Hall’.
Reżyser kolejny raz po ‚Wietrze buszującym w jęczmieniu’ wraca do Irlandii z początku XX wieku. Kraj jest świeżo po wojnie domowej, politycy obiecują stabilizację, ale rany i podziały w społeczeństwie są jak niezabliźnione rany. Do wioski w chrabstwie Leitrim na południu Irlandii po dziesięciu latach wraca Jimmy Gralton (Barry Ward). Dekada spędzona w Stanach Zjednoczonych czyni go obiekt zainteresowania, ale Jimmy w oczach przyjaciół bardzo się zmienił. Z retrospekcji dowiadujemy się, że Gralton uciekł z ojczyzny przed ściągającą go policją. Poglądy bohatera – ateizm, socjalizm i otwarta krtyryka lokalnych prawicowych polityków – przysporzyły mu mnóstwa kłopotów. Kulminacją ich było zbudowanie na własnej ziemi gminnej sali, w której lokalna społeczność mogła bawić się i uczyć. Po powrocie z USA sala stoi pustką, a młodzież tańczy na ulicy z braku do tego miejsca. Jimmy, początkowo dość cichy, znów zaczyna angażować się w życie społeczności. Skupia wokół siebie wierną grupę współpracowników i przyjaciół, włącznie z byłą dziewczyą Oonagh (Simone Kirby), teraz żoną i matką dwójki dzieci. Stare demony jednak nie śpią i otwarcie sali znów obudzi konflikt z proboszczem i bogatymi właścicielami ziemskimi. Jimmiego i jego pozycję w społeczeństwie bedzie się starała wykorzystać IRA do swoich lokalnych celów politycznych.
Loach opowiada opartą na faktach historię Graltona – jedynego Irlandczyka deportowanego do Stanów Zjednoczonych – z lekkością i polotem. Trudne tematy polityczne nie zajmują zbyt dużo czasu, więcej jest miejsca na błyskotliwe wymiany zdań między głównym bohaterem i pastorem. Prze wszystkim film wypelnia muzyka – tradycyjny irlandzki jig oraz jazz przywieziony przez Jimmiego z Ameryki. Reżyser bez momentu zawahania opowiada się za wolnością społeczeństwa, nękanego przez opresyjne zasady kościoła (‚Potrafisz słuchać, ale tylko jak jesteśmy na kolanach’ mowi do księdza Gralton) i bogatych traktujących biedniejszych jak przedmioty. Wyśmiewa policję w komicznej scenie ucieczki bohatera rodem z udziałem Keyston Cops. Twórca ‚Kes’ nawiązuje też do kryzysu finansowego (Jimmy był w USA w czasie krachu na Wall Street w latach 20.), ale to jedyny taki moment. Jeżeli można mieć zarzut do Loacha to właśnie o to, że pod przykrywką filmu historycznego nie jest to wyraźniejsza krytyka współczesności. Chyba, że chodziło mu o pokazanie ludzkiej solidarności i humanitaryzmu. O tym, że te wartości są zawsze na czasie, przekonało kilka filmów pokazanych w Cannes, na czele z dziełem braci Dardenne. I choć to na ‚Jimmim’ publiczność ochoczo i miarowo klaskała na koniec w rytm irlandzkiej muzyki, to koniec końców to Belgowie wykonali lepszą robotę.

Jimmy’s Hall
Reż. Ken Loach

Ocena: 3/5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: