Terminator: Ocalenie

Terminator: Salvation

„I’ll be back” zapowiadał Arnie w drugiej części „Terminatora”. Jakżeby inaczej, przecież nie zarzyna się kury znoszącej złote jaja. Po znakomitym początku serii o cyborgu polującym na matkę przyszłego przywódcy ruchu oporu, przełomowej jeżeli chodzi o efekty specjalne kontynuacji oraz po rozczarowującej części trzeciej, przyszedł czas na „Ocalenie”. To moment, na który wielu fanów „Terminatora” czekało z niecierpliwością. Dlaczego? Ponieważ w końcu zobaczymy świat, o którym się tylko mówiło, który śnił się Sarze Connor w najgorszych koszmarach. Świat, w którym maszyny osiągnęły taki stopień inteligencji, że nie potrzebują już człowieka. To czas i miejsce, gdzie toczy się bezpardonowa walka o przetrwanie. I zwycięzca może być tylko jeden.

Jest rok 2018. Skynet jest w pełni zautomatyzowanym, myślącym systemem, który kontroluje świat. Zadanie numer jeden to wybić co do nogi wszystkich ludzi. John Connor (Christian Bale) nie jest jeszcze dowódcą ludzkiego ruchu oporu. Na rozkaz generała rebeliantów prowadzi atak na jedną z baz Skynetu, gdzie prowadzone są badania nad ludzkimi wersjami maszyn. Jednym z takich prototypów jest Marcus (Sam Worthington). Poznajemy go w pierwszych scenach filmu, kilkanaście lat wcześniej, kiedy jako więzień skazany na śmierć oddaje swoje ciało nauce. Teraz cudownie wskrzeszony, wydostaje się ze zniszczonej przez rebeliantów bazy i wędruje w kierunku Los Angeles. Marcus zmierza do obozu ludzi, ponieważ uważa się za człowieka. Ten fakt jest głównym tematem „Terminatora”. Pytanie o granicę pomiędzy człowieczeństwem a byciem maszyną jest najważniejszą kwestią poruszaną w tym naładowanym doskonałymi efektami specjalnymi filmie. A co poza tym?

Cóż, trudno oprzeć się wrażeniu, że oglądanie najnowszej odsłony „Terminatora” przypomina brnięcie przez kolejne plansze gry komputerowej. Bohaterowie mają do wykonania kolejne misje, w międzyczasie prowadzą ze sobą dialogi. Gdy już skończą, wracamy do ciągu: strzelanina, wybuch, walka na pięści, jeszcze więcej wybuchów. Gdzieś w tym wszystkim ginie treść i sens. Dlaczego maszyny chcą zmieść z powierzchni Ziemi ludzkość? Jak to się stało, że tak szybko rozwinęły inteligencję (niecałe dziesięć lat)? Czym żywią się rebelianci? Na te pytania nie padnie odpowiedź, tylko kolejny wystrzał i wybuch. Całe szczęście, że jeszcze w tym kosmicznym chaosie pozostaje odrobina dobrego aktorstwa. I to nie ze strony Bale’a, ale niespodziewanie gwiazdą jest Worthington. Ten film może być dla niego przepustką do pierwszej ligi hollywoodzkich aktorów.

A Schwarzenegger? Jego postać jest, ale gubernatorowi stanu Kalifornia nie wypadało pojawić się na ekranie osobiście. Twarz wygenerowana komputerowo, ciała użyczył dubler. Co czyni tego cyborga maszyną do drugiej potęgi.

(Publikacja: Goniec Polski, czerwiec 2009)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: