Szukając Erica

looking for eric
looking for eric

W 2006 roku Festiwal w Cannes Ken Loach opuszczał ze Złotą Palmą i tytułem najlepszego filmu. W tym roku brytyjski reżyser opuszczał imprezę z pustymi rękami. Nagrodą za to może być odbiór filmu poza festiwalami, gdzie „Szukając Erica” ma szansę stać się prawdziwą rewelacją, głównie za sprawą Erica Cantony. Tak, tego samego, który w latach dziewięćdziesiątych biegał za piłką w barwach Manchesteru United i narodowej drużyny Francji.

Zacznijmy od tego, że droga ze sportowej areny na plan filmowy wcale nie jest usłana różami. Przykładów może być kilka. Michael Jordan po „Kosmicznym meczu” i rozłące z NBA postanowił wrócić na parkiet. Shaquille O’Neal powinien masakrować rywali w tej samej lidze niż udawać superbohatera w „Stalowym rycerzu”. Zapaśnik Dwayne „The Rock” Johnson od kilkunastu lat z powodzeniem angażuje się w wysokobudżetowe produkcje, choć na temat jego zdolności aktorskich lepiej się nie wypowiadać. Na koniec piłkarze. Nic nie wychodzi im tak dobrze, jak… granie samych siebie w reklamach. Choć są chlubne wyjątki. Pele, Bobby Moore i Kazik Deyna w jednej drużynie grający o honor w niemieckim obozie jenieckim. Pokonanie hitlerowców ma być dla nic tytułową „Ucieczką do zwycięstwa”. I jak na tym tle wygląda Cantona? Kochany i nienawidzony – głównie za aroganckie zachowanie na boisku i poza – nie jest filmowym żółtodziobem. Przez ostatnie lata pojawiał się w różnych, raczej niezależnych produkcjach. Jego największe dokonanie to występ w „Elizabeth” u boku Cate Blanchett i Daniela Craiga. Główna rola w filmie Loacha jest o tyle zaskakujące, że reżyser ten nie szuka gwiazd do swoich produkcji. Skupia się na mało znanych twarzach, często naturszczykach, ponieważ ważniejsze od osoby jest temat, prawie zawsze poruszający ważną kwestię społeczną lub historyczną. Krytykowany często  za marksistowską agitkę twórca w tym filmie udanie zaskoczył wszystkich swoich odbiorców.

„Szukając Erica” składa się z trzech części. Mamy tą realistyczną, opisującą życie listonosza w Manchesterze – życie rozlatujące się na części, z nienawidzącymi go pasierbami, po dwóch rozwodach. Jest część surrealistyczno-komediowa, w której tytułowemu Ericowi pojawia się jego największy idol – Eric Cantona. Były piłkarz ukochanych Czerwonych Diabłów staje się jego mentorem, prowadzi życie na normalne tory i naprawia relacje z najbliższymi. W końcu tragiczny finał, niepotrzebnie pobrzmiewający patosem, w którym znów odzywa się w Loachu „społeczna dusza”. I mimo że połączenie dwóch początkowych części z finałem jest odrobinę nie na miejscu, trudno oprzeć się filmowi, który bardziej niż canneński triumf sprzed trzech lat sprawi, że twórczość znakomitego Loacha trafi w końcu pod strzechy.

(Publikacja: Goniec Polski, czerwiec 2009)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: