Samotny mężczyzna

 

A Single Man

Colin Firth to aktor lubiany i rozpoznawalny. Chyba największą sławę przyniósł mu „Dziennik Bridget Jones”, w którym to filmie wcielił się w Marka Darcy’ego, tego odrobinę fajtłapowatego i mniej przebojowego konkurenta Hugh Granta. Wiele angaży na deskach teatrów, w serialach telewizyjnych czy w filmach nie stworzyły dla niego okazji zagrania roli wybitnej. Bo trudno taką nazwać choćby występ w musicalu „Mamma Mia!”. Aż do tej pory. Główna rola w debiucie reżyserskim projektanta Toma Forda okazała się garniturem idealnie skrojonym dla Firtha. Tak dobrze pasującym, jak eleganckie ubrania, które Ford projektował dla marki Gucci przez dziesięć lat.

George Falconer (Firth), pochodzący z Anglii profesor wykładający literaturę na uniwersytecie, mieszka w Los Angeles. Mamy początek lat sześćdziesiątych. W towarzystwie rozmawia się głównie o kryzysie kubańskim. Czy dwa mocarstwa zderzą się ze sobą w konflikcie nuklearnym? Ten gorący temat wydaje się nie dotyczyć Georga. Jego głowę zaprząta co innego. Osiem miesięcy temu w wypadku samochodowym zginął jego partner i kochanek. Byli ze sobą szesnaście lat. Po tej stracie George nie może się pozbierać i jego życie nie ma już sensu. Codziennie powtarzany rytuał, niczym ćwiczenie przed próbą generalną, z odbieraniem sobie życia za pomocą schowanej w szufladzie broni, czeka swoją premierę. I taki dzień nadchodzi, bo George postanawia, że to będzie ostatnia doba jego życia.

Temat wydawać by się mogło niezwykle ponury, ale realizacja wcale nie jest tak jednoznacznie dołująca. Zupełnie jak główny bohater, który przed światem zewnętrznym chowa swoje najczarniejsze myśli. Film ma raczej nostalgiczny, przyprawiony lekkim humorem nastrój. Idzie to doskonale w parze z zaprojektowaną przez reżysera wizją świata. Egzaltowanego, eleganckiego, pięknego, gdzie każdy guzik, każdy węzeł, jest perfekcyjnie ułożony i na swoim miejscu. Świat zbyt doskonały, by był prawdziwy. To tylko i aż alegoria, otoczenie głównego bohatera. To właśnie Firth, swoim aktorstwem, napełnia tą sferę sensem. Piękny pałac, jakim jest jego życie, jest zupełnie bez znaczenia, kiedy nie ma mu z kim niego dzielić. Jego uniwersum świetnie dopełniają  pozostałe postacie. Bystry uczeń (Nicholas Hoult), który bardziej niż wykłady interesuje sam profesor. Dopracowana żona (Ginnifer Goodwin) ze swoją gwarną gromadką dzieci. I przyjaciółka Georga, a także jego niedoszła żona, Charley (znakomita Julianne Moore), wiecznie pod wpływem alkoholu, wiecznie w szampańskim nastroju, zatrzaśnięta w pułapce swoich czasów.

Jeżeli kiedykolwiek Colin Firth będzie miał szansę na zdobycie Oscara, to tylko teraz. Taka perła w jego filmografii może się nie powtórzyć.

(Publikacja: Goniec Polski, luty 2010)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: