Przerwane objęcia

Aż trudno uwierzyć, że kariera hiszpańskiego reżysera trwa już trzydzieści lat. W latach osiemdziesiątych był ikoną kina offowego, obecnie jest żywym klasykiem, kręcącym kino dla mas. A może lepiej: Almodovar pozostał sobą, tylko masy go pokochały. Choć to też nie do końca prawda, bo gdyby w latach dziewięćdziesiątych nie złagodził swojego mocno seksualnego stylu, kilka lat później nie dostałby Oscara za „Wszystko o swojej matce”. W tej chwili Pedro wkracza w wiek dojrzały. Trochę się zamyślił, spogląda w przeszłość – swoją i kina w ogóle – i wyszedł mu taki oto film. Nie pozbawiony jego specyficznego stylu, kolorytu i świetnych dialogów, ale trochę rozczarowujący jeżeli chodzi o emocje.

Główny bohater, Mateo Blanco (Lluis Homar), to były reżyser, który stracił wzrok w wypadku samochodowym i zajął się scenopisarstwem pod pseudonimem Harry Caine. Mężczyzna dowiaduje się o śmierci milionera Ernesto Martela (Jose Luis Gomez), który kilkanaście lat wcześniej produkował jego film, „Girls and Suitcases”. W retrospekcjach cofamy się do początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to obaj panowie spotkali się. Wtedy to, na planie filmu, który przypomina „Kobiety na skarju załamania nerwowego” Almodovara, Mateo poznaje sekretarkę swojego szefa, aspirującą do bycia gwiazdą filmową, Lenę (Penelope Cruz). Dziewczyna jest też związana z producentem, ale zrywa z nim pod wpływem uczucia, jakim obdarza ją Mateo. Ernesto planuje kosztowną zemstę na swoim rywalu.

Nastrój „Broken Embraces” przywodzi na myśl „film noir”, gdzie atmosfera gęstnieje z minuty na minutę. Lena jest upozowana na femme fatale, czyli taką kobietę, która ma niejeden sekret i związek z nią nie wróży niczego dobrego. Oprócz tego Almodovar sprytnie stosuje zabieg filmu w filmie. Ernesto zleca swojemu synowi śledzenie pary kochanków pod pretekstem kręcenia dokumentu o powstaniu filmu. Do rozszyfrowania tego, co mówią do siebie Lena i Meteo zatrudnia osobę czytającą z ust. Ten histerycznie śmieszny motyw celowo równoważy poważny nastrój reszty filmu.

Almodovar przypomina nam, że jest mistrzem kina, zręcznie poruszając się pomiędzy różnymi czasoprzestrzeniami. Fantastycznie celebruje swoją ulubioną aktorkę. Penelope Cruz wygląda olśniewająco i daje popis swojego kunsztu, tworząc niemal trzy różne postaci w jednym filmie. Detale jak zwykle oddane zostały z największą pieczołowitością. Szkoda tylko, że cierpi na tym całość. W tej zagmatwanej fabule i pięknej powłoce trudno doszukać się głębszych znaczeń i silnych wzruszeń. Przecież wielki Pedro dowiódł nie raz, że potrafi opowiadać najprostsze historie momentalnie chwytając publiczność za serca. Oby to tylko chwilowy spadek formy.

(Publikacja: Goniec Polski, lipiec 2009)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: