Gdzie mieszkają dzikie stwory

Where the wild things are

Ten film śmiało można nazwać projektem życia reżysera. Zainspirowany książką z dzieciństwa postanawia ożywić ją i przenieść na wielki ekran. Było to na początku lat dziewięćdziesiątych, a liczący wtedy dwadzieścia kilka lat Jones był uznanym reżyserem wideoklipów. Jego wizja strasznie przypadła do gustu autorowi książki. Maurice Sednak napisał „Where The Wild Things Are” w 1963 roku i od tego czasu książka stała się fenomenem wśród najmłodszych czytelników. Ilustrowana opowieść to właściwie złożony z kilkunastu strof wiersz. I to wystarczyło, żeby sięgnęło po nią dziesięć milionów dzieci, które ożywiały w swoich głowach obrazy z niesamowitej podróży głównego bohatera.

Fabuła opowieści streszcza się w kilku zdaniach. Kilkuletni Max zostaje odesłany do łóżka przez matkę za złe zachowanie. Nie dostaje kolacji. Zamknięty w czterech ścianach swojego pokoju zaczyna marzyć. Pokój zamienia się w las, Max wsiada do łódki i płynie. Dobija do wyspy, gdzie mieszkają dzikie stwory i zostaje obwołany przez nie królem. Rozpoczynają się dzikie harce.

Jak z tak krótkiego opowiadania stworzyć pełnometrażowy film? Jones odwołał się do swojej wyobraźni, a właściwie do dziecka w sobie, przefiltrował całą historię przez swe doświadczenie i stworzył opowieść, która ma niewiele wspólnego z filmem przygodowym. Nie ma tu klasycznej narracji z punktami zwrotnymi i kulminacją, nie ma zagrożenia czyhającego na bohatera. Nawet transformacja pokoju w las została pominięta. Chłopiec wędruje ze swoimi kudłatymi przyjaciółmi po świecie, który nie musi być ułożony i logiczny, ale na pewno jest piękny i fascynujący. Razem bawią się, rozmawiają, śpią. Jonesa interesuje Max (Max Records) i jego stan psychiczny. Mieszkający tylko z matką chłopiec jest, w sensie emocjonalnym, ofiarą rozbitego małżeństwa. Przechodzenie z realności, w której stanem normalnym jest szczęśliwa para rodziców i dziecko, do wyimaginowanego świata potworów, wydaje się normalnym mechanizmem obronnym przed wejściem w dorosłość. Dzikie stwory na wyspie oddają różne aspekty osobowości Maxa. Carol reprezentuje jego kreatywność,KW miłość do matki i siostry itd. Co najlepsze, stwory zachowują się i myślą jak dzieci. Zresztą wyglądają też jak przerośnięte niemowlaki. Perfekcyjne wykonanie zaś zawdzięczają studiu Jima Hensona (twórcy Mapetów).

Film o dzikich stworach nie jest bynajmniej idealną produkcją dla dzieci. To raczej opowieść dla dorosłych, którzy mają w sobie coś z dziecka. Bezkresną wyobraźnię, duszę odkrywcy i podróżnika, który w młodości wspinał się na drzewa wyobrażając sobie zdobywanie fortecy, albo przekopywał plażę w poszukiwaniu skarbu. Piękny, pogodny film, który wywołuje nostalgię za tym, jak próbowaliśmy wycisnąć każdą, bezcenną sekundę z kończących się wakacji.

(Publikacja: Goniec Polski, grudzień 2009)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: