Wendy i Lucy

To zdumiewające, jak artyści potrafią wyczuwać wiszące w powietrzu nastroje społeczne. Nie można inaczej spojrzeć na film „Wendy i Lucy” jak na opis czasów kryzysu finansowego. Choć nie ma tu o tym mowy, a film powstał kilka miesięcy przed oficjalnym ogłoszeniem recesji, wszystko się zgadza. Zagubieni ludzie, starający się związać koniec z końcem, szukający swojego miejsca w życiu, mierzący się nową rzeczywistością. Takim kimś jest Wendy (Michelle Williams). Poznajemy ją w drodze. Razem z swoim psem, golden retrieverem Lucy zmierza w stronę Alaski. Przed nią długa podróż, bo kobieta opuściła dopiero stan Indiana. Jej cel wydaje się raczej mitycznym Eldorado, niż realnym punktem dojścia. Wendy ma ograniczoną ilość gotówki, żyje z dnia na dzień, dokarmiając swojego ukochanego pupila zapasem psiej karmy. Obie śpią w samochodzie, tam, gdzie jest miejsce na parking. Jej wóz to wrak proszący się o naprawę. A rzeczy w życiu naszej bohaterki pogarszają się z dnia na dzień. Kończą się pieniądze, kończą się zapasy karmy. Próba kradzieży w supermarkecie kończy się w areszcie. Pies trafia do schroniska. Czy ta drobna, delikatna kobieta zdoła przetrwać szalejącą w jej życiu burzę? Mamy nadzieję, że tak i kibicujemy jej do samego końca. Nie wiemy o niej za wiele, ale swoją postawą i zachowanie kobieta sprawia, że traktujemy ją jako kogoś znajomego.

Film jest głosem społeczeństwa w obronie takich osób, jak Wendy. Społeczeństwa, zmuszonego przez system i warunki, przestać zachowywać się humanitarnie. Wendy spotka na swojej drodze różnych ludzi. Będą tacy, którzy jej pomogą, jak mechanik w warsztacie samochodowym czy staruszek pilnujący pustego parkingu przy supermarkecie. Ale też są inni, nie wiele lepsi od niej, którym wydaje się, że przez noszenie ubrania reprezentującego firmę, w której pracują, mogą zapomnieć o byciu życzliwym. W dodatku jesteśmy upokarzani przez system, który sam sobie stworzyliśmy. Dostanie pracy bez stałego miejsca zameldowania, czyli bez odgrywania unormowanej społecznie roli, jest w tym świecie niemożliwe.

„Wendy i Lucy” to też film drogi. Nie tyle chodzi w nim o podróż fizyczną, ale potrzebę posiadania celu w życiu, czegoś, co pozwala przetrwać kolejny dzień, aby wędrówka nie okazała się bezcelowa. Początkowo jest to Alaska, ale potem Wendy kieruje się czymś innym. Potrzeba odnalezienia ukochanej Lucy jest dla niej wystarczającą motywacją, żeby następna doba miała sens.

Oglądając film Kelly Reichardt mamy wrażenie obcowania ze światem bardzo bliskim rzeczywistości. To także za sprawą aktorskiego majstersztyku Williams, która stawiała pierwsze zawodowe kroki na planie „Jeziora marzeń” u boku Katie Holmes. I choć to obecna żona Toma Cruza gra pierwsze skrzypce na stronach kolorowych magazynów, to Michelle jest wielką, aktorską nadzieją Hollywood.

(Publikacja: Goniec Polski, luty 2009)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: