Wall-E

large_wall-e

Ziemia siedemset lat w przód nie przypomina zbytnio tej planety, którą znamy dziś. Z oddali widać, że na jej powierzchni powstały ogromne wieżowce, z tą różnicą, że nie są to budynki, tylko… ogromne sterty śmieci. Ludzi na Ziemi już dawno nie ma. Wynieśli się z toksycznej planety na orbitalną stację Axiom. Pozostawili po sobie tysiące robotów, które poradzić miały sobie z odpadkami. Ale po setkach lat na Ziemi pozostał już tylko jeden robot. Odrobinę zniszczony eksploatacją Wall-E wykonuje codziennie swoje zaprogramowane zadanie z poświęceniem i pieczołowitością. Wieczorami stara się… zapomnieć o swojej samotności. Bo jak się okazuje, nawet roboty mają uczucia. Nasz bohater ma swojego pupila – karalucha, znalazł nawet roślinę, którą zasadził w bucie. Uwielbia także oglądać fragmenty musicalu „Hello Dolly!”, które wywołują w nim jeszcze większą tęsknotę. Pewnego dnia samotność Walliego się kończy. Na Ziemię przybywa inny, supernowoczesny robot – EVE. Jej (bo to bez wątpienia robot – kobieta) zadaniem jest odnalezienia jakiejkolwiek rośliny na skażonej planecie. I tutaj zaczyna się romans, jakiego w kinie animowanym jeszcze nie było. Bo choć mamy do czynienia z robotami, to uczucia, które pojawiają się między nimi, nie należą do metalowo zimnych. Związek tych dwóch „urządzeń” przypomina trochę relację znaną z „Annie Hall” Woodiego Allena. Nieśmiały i niezdarny Wall-E próbuje zaimponować bardziej wyrafinowanej koleżance, a wychodzi mu to dość niezgrabnie. Co najciekawsze jednak, między parą bohaterów nie ma klasycznego dialogu. To raczej język elektronicznych buczeń, pisków i zwarć. I choć między nimi nie pada ani jedno słowo, niczym w niemym filmie, wszystko jest najzupełniej jasne.

Po godzinie filmu akcja z planety Ziemia przenosi się na stację kosmiczną Axiom, gdzie powrócić musi EVE. Z nią wraca Wall-E. Tam naszym oczom ukazuje się ludzkość, jakiej nie chcielibyśmy poznać. Brak grawitacji, brak ruchu i automatyzacja wszystkich działań sprawiły, że ludzie są odizolowanymi od otaczającego świata, polegającymi na elektronicznych urządzeniach, otyłymi i opuchniętymi „ziemniakami domowymi” (couch potato). Zachowania Walliego, bardziej ludzkie niż jego stwórców, wywołają na stacji orbitalnej nie lada zamieszanie.

„Wall-E” łączy w sobie wszystko to, za co cenimy produkcje wytwórni Pixar. Historia opowiedziana jest lekko i z wdziękiem. Gagi przywodzą na myśl najbardziej udane komedie. Film pełny jest odniesień do innych, poważniejszych filmów i do świata pop-kultury. Niesie ze sobą przesłanie, ale nie serwowane nachalnie. W kinie bawić się będą doskonale zarówno dorośli, jak i dzieci. Nie obejdzie się też bez odrobiny wzruszenia i wierzcie, że łzę uronią nawet najwięksi twardziele.

Reż. Andrew Stanton

USA, 2008

(Publikacja: Goniec Polski, czerwiec 2008)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: