Stary, kocham cię

Gdzie się podziały wszystkie te komedie romantyczne, w których mężczyzna stara się o kobietę swoich marzeń, robiąc przy tym z siebie idiotę. Gdzie przystojny, odrobinę fajtłapowaty facet, oraz na pozór zimną, niedostępną dziewczyną, których na początku nic nie łączy, a pod koniec filmu są razem. Cóż, ten typ rom-com jest już passe. Co jest teraz na topie? Bro-rom-com albo bromance, czyli romantyczne komedie o przyjaźni męsko-męskiej. I wcale nie chodzi o wątki homoseksualne, tylko o prawdziwą, męską przyjaźń. No, może nie taką jak w westernach czy kinie akcji. Panowie są bardziej zabawni i nie parają się walką z przestępczością, tylko prowadzą proste, nieskomplikowane życie. Zaczęło się od „Supersamca”, potem był „Boski chillout”, „Role models” i „Forgetting Sarah Marshall”. Teraz przyszła pora na film celebrujący wprost „kumpelstwo”.

Główny bohater „I Love You, Man” Peter (Paul Rudd) to niezwykle irytujący typ faceta. Na tyle „niemęski”, że łatwo oskarżyć go o bycie gejem. Dobrze ułożony, elegancko ubrany, zawsze miły, nieśmiały, romantyczny – czegoż kobiety mogą pragnąć więcej. Nie mija zatem dużo czasu, kiedy ten agent nieruchomości (idealna praca dla tego faceta) oświadcza się pięknej Zooey (Rashida Jones) i wspólnie planują ślub. Peter ma jeden problem – nie ma kandydata na swojego drużbę (lepiej oddaje to pojęcie angielskie określenie best man), ponieważ nie ma żadnych przyjaciół wśród facetów. Za radą brata-geja postanawia umówić się z kilkoma kandydatami na przypominające randki spotkania, aby owego drużbę zwerbować. Po kilku beznadziejnych, ale komicznych w skutkach próbach, w końcu trafia na kogoś odpowiedniego. Sydney (Jason Segel) jest tym wszystkim, czym Peter nie jest, a być może chciałby być. Nie krępuje się powiedzieć swojego kontrowersyjnego zdania, skomentować czegoś, co nie wypada, albo zachować się w sposób, który nie przystoi osobie w jego wieku. W dodatku jest niezwykle uważnym obserwatorem ludzkich typów i zachowań. Nieważne co robi, jest po prostu cool. Widzowie polubią Sydneya od razu, a Peter będzie wtajemniczał się stopniowo w świat „męskiej przyjaźni”.

Jak na każdy męski film przystało, nie obędzie się bez wulgarnych dowcipów i rozmów o seksie. Najlepsze jednak jest to, że ich poziom nie sięga dna. Kolejny ogromny atut tego filmu to para głównych aktorów, którzy wprost idealnie wcielają się w swoje role. Nie ma w nich zgrzytu, obaj świetnie pasują do swoich postaci. Wreszcie chyba najbardziej istotny atut komedii – humor. „I Love You, Man” to film niezwykle śmieszny, a przy tym inteligentny, ale nie przeintelektualizowany. Nieważne jak nazwiemy ten typ komedii, chodzi przecież o jedno: o śmiech i dobrą zabawę.

(Publikacja: Goniec Polski, kwiecień 2009)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: