Spotkania na końcu świata

Encounters at the End of the World
Encounters at the End of the World

Werner Herzog bez wątpienia jest jednym najwybitniejszych i najodważniejszych współczesnych reżyserów. Pochodzący z Niemiec twórca od początku swojej kariery oscyluje wokół jednego tematu, przedstawiając za każdym razem inną jego realizację. Czy będzie to osadzona w amazońskiej dżungli opowieść o pasjonacie opery („Fitzcarraldo”), wspinaczka na najniebezpieczniejszy szczyt świata („Krzyk kamienia”) czy wyprawa do serca Australii („Tam gdzie śnią zielone mrówki”) w centrum obserwacji zawsze jest człowiek w zderzeniu z naturą. Reżyser uwielbia też ludzkie obsesje, dziwaczności, inność od otaczającego świata, jego pasje i czasami prowadzący do autodestrukcji upór. W „Spotkaniach na końcu świata” Herzog udaj się na Antarktydę, aby tam uważnie patrzeć, pytać i słuchać.

Pomysł pozostawienia cywilizacji wielkich miast za sobą i zamieszkaniu na odludziu nie jest niczym nowym. Osoby, które zdecydowały się osiedlić na Antarktydzie właśnie taki powód deklarują. Więc z jednej strony ucieczka, z drugiej miasto, w którym przyszło im mieszkać, przypomina jakąś typową, amerykańską miejscowość ze wszystkimi zdobyczami cywilizacji: sklepami, bankomatem, torem do kręgli, maszyną do lodów. Kto zamieszkuje Antarktydę? Naukowcy, dziwacy i pingwiny. Ci pierwsi studiują florę i faunę, ci drudzy czegoś szukają. Hydraulik twierdzi, że jest potomkiem królów azteckich, ze względu na dwa równej długości palce. Bankier zamienił swoją finansową posadę na kierownicę autobusu. Natomiast pasją pewnej kobiety jest zamykanie się w torbie podróżnej, co przedstawia na pokazie lokalnych talentów. A chcący zostać odkrywcami ludzie wędrują po lodowej krainie w kubłach na głowach. Nie ma w tych portretach ani krzty ironii czy wyśmiewania, jest sympatia, podszyta współczuciem dla naszego, ludzkiego losu.

Ludzie to jedna strona filmu. Druga to natura, która jest najczęściej powodem przyjazdu na ten koniec świata. Zatem jest świat podwodny, a właściwie podlodowy, sfilmowany tak wspaniale, że mógłby sam stanowić materiał na osobny film. Mamy też życie pingwinów – ale to nie materiał rodem z National Geographic. Herzog pyta na przykład co czuje pingwin, decydujący się popełnić samobójstwo. A my obserwujemy właśnie takiego małego, śmiesznie kroczącego ptaka, odchodzącego w dal, znikającego na horyzoncie bezkresnego śniegu.

Autorski komentarz reżysera jest organicznym elementem filmu. W odpowiednich momentach podkreśla dramatyzm albo absurd sytuacji, zawsze będąc istotnym kontrapunktem dla tego, co dzieje się na ekranie. Najważniejsze jest jednak to, że Herzog pyta o rzeczy, które – wydawałoby się – są nieistotne. A właśnie ta nasza skłonność do zadawania pytań i wątpienia, nasza nieustanna walka i rozdarcie pomiędzy naturą a kutlruą, sprawiają, że jesteśmy tak niezwykłym gatunkiem ssaków zamieszkujących ziemię.

(Publikacja: Goniec Polski, kwiecień 2009)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: