Quantum of Solace

Kiedy ogłoszono, że nową twarzą Jamesa Bonda zostanie Daniel Craig, nie brakowało głosów sprzeciwu. Fani apelowali o bojkot filmu. Bo Daniel nie jest brunetem, nie jest przystojny i elegancki, i w ogóle kto śmie obsadzać takiego osiłka w roli najprzystojniejszego agenta świata. Po „Casino Royale” te głosy ucichły. Przed drugim filmem Craiga w roli agenta 007 przypomina się je tylko jako surrealistyczny żart. Po „Quantum of Solace” nawet najwięksi przeciwnicy tego aktora  uderzą się w pierś. Daniel Craig jest doskonałym Bondem naszych czasów i trudno wyobrazić sobie dziś innego aktora, który tak idealnie łączyłby ze sobą magnetyzujący, zwierzęcy urok i zimną elegancję.

Akcja dwudziestego drugiego już filmu z przygodami agenta Jej Królewskiej Mości zaczyna się godzinę po tym, jak zakończyła się fabuła „Casino Royale”. Choć zawsze filmy z Bondem miały tego samego bohatera, to nie było między nimi żadnego połączenia. Każdy odcinek stanowił zamkniętą całość. Ten nowy zabieg wymaga od nas znajomości poprzedniego filmu, ale też świetnie wpływa na dynamikę wydarzeń. Jesteśmy wrzuceni w sam środek akcji. Bond wiezie na przesłuchanie do siedziby MI6 schwytanego członka organizacji Quantum. Zanim tam trafi otrzymujemy zapierający dech w piersiach pościg samochodowy na krętych, górskich ulicach we Włoszech. W Londynie więzień zdradza M (Judi Dench) i 007, że ramiona jego organizacji sięgają nawet brytyjskiego rządu i CIA. James rusza tropem zdrajcy w szeregach MI6 i trafia na Haiti. Tam spotyka piękną Camille (modelka Olga Kurylenko), rosyjsko – boliwijską agentkę, pałającą żądzą zemsty. Oboje szybko odnajdują wspólny język, bowiem Bond ma podobną motywację. Głównym motorem napędowym dla brytyjskiego agenta jest właśnie chęć pomszczenia śmieci kobiety, którą kochał, zmuszonej przez członków Quantum do zdrady. Ta osobista motywacja jest dość dużym problem dla M, ponieważ jej podwładny wymyka się przez to spod kontroli wywiadu.

Nie byłoby Bonda bez kilku niezbędnych elementów. Są piękne kobiety (obok Kurylenko brytyjska agentka Filed, grana przez Gemmę Arterton), które z filmu na film stają się coraz silniejsze i stanowią niemal równożędne partnerki Jamesa, a nie tylko jego zdobycze. Są niezwykłe miejsca akcji na całym świecie – w tym filmie 007 porusza się między Londynem, Włochami, Austrią, Haiti i Ameryką Południową. Jednak jednym z najbardziej istotnych elementów w tej układance jest Czarny Charakter. Po jego osobowości tak naprawdę można poznać siłę każdego filmu z serii z przygodami Bonda. Grany przez Mathieu Amalrica biznesmen Dominic Greene ma w sobie coś z pychy prezydenta Sarkoziego i ironiczny uśmiech Tony’ego Blaira. Nie zna żadnej sztuki walki, a jego największą siłą jest gniew i determinacja. To współczesny antybohater – na zewnątrz działacz zaangażowany w sprawy ekologii, a w środku cyniczny bogacz dbający o swoje dobra. Jest na tyle wpływowy, by obalić prezydenta Boliwii i na jego miejsce wstawić marionetkową postać generała Medrano. Sam Greene to jednak tylko pionek w organizacji Quantum, z którą wojuje Bond. Dotarcie do samej góry – jeżeli to w ogóle możliwe – zajmie mu jeszcze kilka odcinków.

007 w nowym filmie to postać całkowicie ukształtowana. Zimny, wyrachowany, pozbawiony sentymentów, sprawny, silny i zabójczo przystojny. Niektórzy pewnie żachną się, że na swojej krucjacie Bond zapomniał o znamienitym, czarnym humorze. Ale komu w jego sytuacji przyszłoby na myśl odgrzewać stare kotlety? Zemsta przecież najlepiej smakuje na zimno.

reż. Mark Forster

Wielka Brytania 2008

(Publikacja: Goniec Polski, październik 2008)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: